Asia&Wojtek

ślub wyczekiwany "od zawsze"

Pewnie każdemu fotografowi zdarza się być na takim ślubie, na którym jest i gościem, i fotografem. Wyzwanie, ale i frajda. Radość wielka bo cieszysz się miłością swoich przyjaciół, ale też trudno zachować obiektywizm i spokój, tak ważne podczas robienia zdjęć.

Asię znam od zawsze. Mało mam takich ludzi, którzy nie są rodziną ale są obecni w najstarszych wspomnieniach. Patrzę na te fotografie i się zastanawiam ile to my się już przyjaźnimy. Pamiętam przedszkole, gdzie beczałam żegnając mamę znikającą za zakrętem i Asię, która przychodziła do mnie na ratunek z chusteczką wyszywaną w kolorowe domki. Pamiętam też huśtawkę na podwórku i zwierzanie się sobie na niej z pierwszych podstawówkowych uniesień serca. Nie zapomnę nigdy wspólnych wróżb rysowanych na chodniku kredą, które miały nam powiedzieć kiedy wyjdziemy za mąż (najczęściej wychodził nam jakiś taki już dorosły wiek typu 18 lat), jaką będziemy mieć sukienkę (najlepszą!) i jak będzie wyglądał nasz przyszły Pan Młody (a cóż innego się wtedy liczyło? ;)). Pamiętam też naszą pierwszą sesję fotograficzną, gdy Asia już sobie wywróżyła Wojtka. Strzelam, że ani im, ani mnie nie przyszło wtedy do głowy, że skończy się to ślubem. Chyba mogę powiedzieć, że to była moja pierwsza taka dojrzała fotografia, bo Asia postanowiła uwieść przyszłego męża kobiecym i seksownym kalendarzem na któryśtam rok.

Lata mijały, my się zmieniałyśmy, zmieniał się nasz świat. Widywałyśmy się czasem raz na rok, czasem co kilka dni. I nagle bum, telefon „bierzemy ślub! będziesz naszym fotografem?”. Taka prośba od przyjaciółki takiej od zawsze to nie jest prośba, to przywilej. Trochę jak poproszenie o bycie świadkową, jak zaproszenie na studniówkę, jak powiedzenie „jesteś dla mnie ważna, ufam Ci i chcę powierzyć w Twoje ręce ważne dla mnie emocje”. Emocje które się nie powtórzą i to właśnie ja mam za zadanie zapisać je na przyszłość. Zapisać je w naszej wspólnej pamięci tak, żebyśmy za 50 lat siadły na tej samej huśtawce i mogły sobie te emocje razem oglądać. Tylko tym razem to pewnie ja podam Asi chusteczkę z domkami. I cicho liczę na to, że obie przyznamy wtedy, że było dokładnie tak jak sobie to wywróżyłyśmy.

 

PS: dodam, że w przyjaźni od dziecka była nas trójka. I rok po Asi ślub bierze ta trzecia! No i zgadnijcie kto robi zdjęcia…? Już nie mogę się doczekać! To be continued… 😉

 

 

nope, that's not gonna work ;)